piątek, 15 kwietnia 2011
Sinusoida emocjonalna trwa. Spadek kondycji. Ostatnie trzy dni chodziłam zamulona i śpiąca. Ale dziś zza chmur wyszło słońce i od razu lepiej. Za tydzień Święta, a mi się wydaje, że to odległa przyszłość. Wzięłam się za siebie, jak planowałam. Wróciły kolory w garderobie, ograniczyłam spożywanie słodyczy i posiłków, wspomagając się suplementem diety. Mija drugi tydzień i czuję efekt. Wracam do formy. Psychicznej i fizycznej. Nie spoczęłam na laurach. Buduję życie towarzyskie w Nowym Mieście. Kolejna randka i nowe babskie znajomości. Przegadane dnie i noce z nieznajomym. Po 2 tygodniach wymiany poglądów, intrygujących, mądrych rozmów, doszło do spotkania. Gdybym miała ocenić znajomość jedynie na podstawie rozmów wirtualnych i telefonicznych – to byłoby to czego szukam. Niestety wizualnie nie mój target. Zamiast mężczyzny zobaczyłam chłopca. Czar prysł. Jak to określiła An: kozak w necie, cipa w świecie:D Jak widać ostatnio rzadko tu bywam. Minęły 2 lata od kiedy założyłam bloga. Wypaliłam się tutaj. Nie daje mi on radości, jak kiedyś. Tak więc zawieszam pisanie. Znając siebie, pewnie okazjonalnie coś tu wrzucę i oczywiście będę zaglądała do Was.
czwartek, 31 marca 2011
Wieczór jeden z tych, które lubię, które dają energię, powodują dumę i satysfakcję, z pracy. Event w pięciogwiazdkowym hotelu dla prestiżowych klientów. Podsłyszane słowa uznania z ich strony w rozmowach z bossem. Jako pierwszej powiedział o nowym projekcie w tym miejscu. Swobodne rozmowy. Inne, niż te w miejscu pracy. Mniej oficjalne. Wszyscy wiedzieliśmy, że to chwile odreagowania od pracy przy winie i wyszukanym tapas. Brylowałam. Prócz tego dodatkowe zyski. Czy to moje klimaty? Po części tak. Większej. Od kilku lat współpracuję z elitarnymi klientami. Odczuwam, że mają słabość do mnie, a ja to wykorzystuję dla zysków..firmy. Ale też dają mi satysfakcję rozmowy z nimi. Lubię to. Jeszcze lampka Pinot Noir...W zaciszu domowym.
środa, 30 marca 2011
Wiadomość od Kuzyna Zygmunta: „Śniłaś mi się, ale nie pamiętam sytuacji. To znak, że będziesz miała dobry dzień". Rano wizyta u kosmetyczki. Inna, niż te do tej pory. Pomimo niewielkiej różnicy wieku jesteśmy na 'per pani' i kontakt mamy dość bliski. Ale od początku. W grudniu KoS z błyskiem w oku pochwaliła się o ciąży. Od tamtego czasu informowała o jej przebiegu. Po wizycie u lekarza, kolejnym USG dostawałam wiadomość, że to chłopak i wszystko jest w porządku. Widziałam, jak brzuszek rośnie. Cieszyłam się razem z KoS. Kolejną wiadomość otrzymałam w połowie marca, że poroniła. Oczywiście nie obeszło się bez rozmowy i słów wsparcia. Dziś usłyszałam o kolejnych Jej problemach, że wali się wszystko na raz, nie wie, jaką decyzję podjąć, co ja o tym sądzę.. Zasypała mnie pytaniami. Trudnymi, na które nie mogłam odpowiedzieć z normalnych względów. Ofiarowałam dobre słowo, jak kiedyś mi w trudnej sytuacji. Że warto myśleć pozytywnie, że może za jednym razem musi wykorzystać całe złe fatum, by później mieć czystą kartę, że przecież wszystko się musi skończy i będzie lepiej. Że nie ma sytuacji bez wyjścia. Podczas wizyty myślałam o Niej ciepło. Chwilę temu otrzymałam wiadomość: "Pani szkito trochę się wyjaśniło.. Może trzeba myśleć pozytywnie, tak jak pani mi powiedziała.. Pozdrawiam". Dwie wiadomości. Miłe. Od wczorajszego wieczora myślę o Babci. Muszę dziś wreszcie zadzwonić. Ale obowiązki służbowe nie pozwalały. Myślałam intensywnie, żebym tylko nie zapomniała. Babcia mnie wyprzedziła. Piecze mnie prawe ucho. Kto o mnie myśli?;) A co u mnie? A no nic mi się nie chce. Czyli nic nowego. Naprawdę nic a nic. Nie chce mi się ubierać, nakładać cieni do powiek, tuszować rzęs, chodzić. Nie chce pracować, uczyć, czytać. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Motywacja mniej, niż zero. Pewnie minie. Tylko trzeba myśleć pozytywnie.
poniedziałek, 21 marca 2011
Minione 2 tygodnie nie należały do dobrych. Zastój. Stagnacja. Musiałam oddać służbowego laptopa, więc wieczorne niezapisane myśli ulatywały. Ale w drodze jest już zakupiony laptop. Będzie mój tylko mój i nikt mi go nie zabierze. Rozmowa z bossem skończyła się moją dezaprobatą. Ważne, że nie pozwoliłam zostawić tego bez wyrażenia mojego niezadowolenia. Nie należę do tych, co siedzą cicho i na wszystko się zgadzają. Potrafię walczyć o swoje i walczę! Zyskałam więcej od pierwotnej propozycji, ale mniej, niż obiecano. Trochę pozmieniało to moje plany na przyszłość, ale i z tym sobie radzę. Przez te tygodnie silniej odczuwam brak mężczyzny. Mojego mężczyzny partnera. Silniej odczuwam brak seksu, namiętnego i lubieżnego, pieszczot. Bardziej, niż zawsze tęsknię za świadomością, że jestem dla kogoś ważna. Silniej odczuwam brak znajomych z Rodzinnego Miasta. Cóż..brakuje mi towarzystwa w Nowym Mieście. Nie potrafię się pogodzić z decyzjami, które podejmuje Darosław w relacji z kobietą (koleżanką). Tyle, że On się zakochał. Ona nie chce być w związku, On chce i żyje nadzieją od pół roku, że zmieni zdanie. Naprawdę żenujące. Wprost i konkretnie powiedziała, że nie. Ona bierze i korzysta, a On daje. W wieeelkim skrócie. Grrr! Po drugie ta dziewczyna naprawdę niedojrzała i dziecinna jest. Nie wierzę, że Mu taka imponuje. Nie znoszę głupoty, gówniarskich zagrywek, fochów i dlatego jej nie polubiłam. Nie spodziewałam się, że Darosław może pozwolić dać się tak wykorzystywać. Przeciez robi z siebie idiotę. Tutaj mogę to napisać:) Myślałam, iż zna się na kobietach i to, co z nami związane. Pomyliłam się. Jego życie. Tyle, że ciężko mi patrzeć, jak bliska osoba daje się wykorzystywać. No nic. Dość już przegadanych nocy, słów krytyki i analiz. W sobotę byłam na irlandzkim widowisku tanecznym Lord Of The Dance. Bez szału. Po opiniach internautów nie spodziewałam się wielkiego pięćdziesięcioosobowego show. Zespół przyjechał w okrojonym składzie. Maksymalnie. Tancerze starali się. Jednak brakowało tej energii, którą mogliby podnieść widzów z miejsc. Oklaski słabe i wcale się nie dziwię, skoro publiczność nie czuła powera. Do domu wróciłam bez żadnych emocji. Tak samo, jakbym wróciła ze spaceru. Plus za drugą część i spektakularny finisz. Lekki niedosyt pozostał. To był samotny okres. Dołek i osamotnienie nie opuszczało. Zdarzyło mi się nawet rozpłakać na fotelu dentystycznym i to nie z bólu. Zaniedbałam naukę do ważnego egzaminu. Powinnam być już po. Wczoraj dużo rozmawiałam z sobą. Nie mogłam zasnąć. Poleżałam na prawym boku. Poleżałam na lewym boku. Poleżałam na prawym, lewym, na plecach, lewym, prawym.. Myśli kłębiły się w głowie. Kobieto koniec użalania nad sobą! Weź się w garść! Zrób coś dla siebie. Zajmij wolny czas przyjemnościami. Jutro zaczyna się wiosna, na którą czekałaś. Dzień jest coraz dłuższy, powietrze cieplejsze. Zastąp czarną garderobę kolorami. Zadbam w końcu o ciało, które zapuściłam. Ograniczyć słodycze. Umówić się na wizytę u fryzjera, kosmetyczki od bikini i koniecznie aerobic. Muszę się zmusić;) Zaniedbałam się i zdaję sobie z tego sprawę. No już dobrze dobrze:D W końcu za 2 miesiące lecimy!!!:)
niedziela, 06 marca 2011
To już ostatni dzień leniuchowania i wylegiwania się beztrosko w łóżku. Jutro do pracy. Takie nicnierobienie doprowadza mnie do szału, czuję się jeszcze bardziej chora, niepotrzebna. Jakbym nie istniała. Wczoraj wpadł kuzyn. Miały być rozmowy przy tarcie, większej ilości wina, a potem tańce w klubie do białego rana. Jak ostatki to ostatki i tradycję należy podtrzymywać:) Taki był plan. Oboje bez energii, ochoty na szaleństwa. Wieczór skończył się oczywiście na zjedzeniu tarty i kilku kieliszkach wina, ale na.. kanapie przed TV. Nie chciało mi się pindrzyć przed lustrem, wybierać seksownego ciucha i pląsać. Mi?? Starzeję się?;) Nie ma tego złego. Poranek przywitałam przynajmniej bez bólu głowy. Słońce nieśmiało przedziera się przez chmury i zagląda do pokoju. Poranna kawa powoli nabiera smaku. Nie powiem lenia mam okropnego, ale nie ma co zrzędzić, a ruszyć na spacer nad morze. Może zahaczę jeszcze o centrum handlowe:) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam
Prywatnie-kontakt ze mną
|